GEZnO oczami Precel TV

Popularne GEZno czyli Górskie Ekstremalne Zawody na Orientację. Chociaż moja amatorska przygoda z biegami na orientacje nie trwa nawet rok to legendy o tych zawodach słyszałam niejednokrotnie. Jeszcze rok temu, biorąc pod uwagę moją kondycję sprzed roku (czyli jej brak) w życiu nie pomyślałabym, że mogłabym przebiec więcej niż 15 km, ba na pewno nie....70 km w 2 dni!!! Pytanie: Co się stało, że jednak przebiegłam?

01.01.2016 - nowy rok i jak to w nowym roku bywa są i nowe postanowienia. Jedni chcą schudnąć, inni przytyć. Ktoś planuje uczyć się języków a ja postanowiłam na dobre wrócić do aktywności fizycznej i regularnego uprawiania sportu po prawie 1,5 roku przerwy. Czy się udało? 

Pierwszy krok: start za namową Iwony w popularnych miejskich zawodach na orientacje, karnet na siłownie i rozbieganie raz w tygodniu. Tak mijały tygodnie a ja na dobre znów wkręciłam się w aktywność fizyczną. Głównie jednak wybierałam siłownie i wszelkiego rodzaju organizowane zajęcia na niej, ale raz w tygodniu nadal znajdowałam czas na tradycyjne rozbieganie. Oprócz tego startowałam w zawodach na orientację oczywiście bez większych sukcesów, ale mimo to sprawiało mi to wielką radość.

Kiedyś przy luźnej rozmowie ze Szmulem padł temat: GEZnO:
"A może by tak wystartować razem?"

Biorąc pod uwagę liczne legendy o tym biegu narodziła się mała obawa, ale po chwili namysłu:
"Hm… w sumie można by spróbować, może uda się chociaż ukończyć!" 

I tak decyzja zapadła, startujemy na jesieni razem w teamie w kategorii MIX.


I taka myśl świeciła naszemu teamowi aż do 12.11.2016, kiedy to ustaliśmy na starcie z mapami w ręku i myślą że przez następne ponad 5,5 godziny czeka nas przeprawa przez ten oto piękny otaczający nas krajobraz. Oboje byliśmy wyśmienicie przygotowani ;): 

Ja - klasyczne buty do biegania po asfalcie, Szmulo - wcale nie lepsze. 

Ja – przez ostatnie 3 miesiąc zrobiłam z ok. 10 dłużnych rozbiegań (czytaj 10-20 km), Szmulo zrobił ich całe 2. :)

 

Pierwszy dzień: Godzina 8:00 start. Zima w pełni, śnieżek prószy a my ruszamy. Początek większość poszła mocno. Od razu nasunęła mi się myśl: czy oni startują w biegu na 5 km czy na 35km? Już na pierwszy punkt wybraliśmy inny wariant niż reszta no ale mimo to udało się go znaleźć. Było ciężko, bardzo ciężko, ale posuwaliśmy się do przodu. Oczywiście były też kryzysy: Szmulo umierający z bolącą stopą - czy da radę biec dalej? Na szczęście dał, za co należą mu się ogromne brawa.

Nasza wyprawa tego dnia trwała dalej i robiło się coraz ciężej. Kolejne zdobyte punkty, kolejne zdobyte szczyty i kolejne radości. Każdy nowy punkt dawał mi dodatkową moc, zupełnie jak w jakieś grze komputerowej. 
Tak oto udało nam się po ponad 5:40h i 36 km dotrzeć do upragnionej mety. Pierwszy dzień ukończyliśmy na 5 lokacie co było dla mnie ogromnym szokiem i wielką radością. Zmęczona ale zadowolona tego dnia poszłam spać po 18:00.


Drugi dzień: Pobudka przed godziną 6.00. Ja cała obolała, mega zakwasy na całym ciele i koszmarnie bolące nogi. I najgorsze: Szmulo z boląca i spuchnięta stopą. Czy dziś w ogóle wystartujemy? Umowa była taka, biegniemy na pierwszy punkt później decydujemy co dalej. Wystartowaliśmy razem z Iwoną i Marem, aby było weselej. I było no... ale już po pierwszym kilku kilometrach zrobiło się ciężko. Po pierwszym punkcie Iwona z Marem zrezygnowali skręcając w stronę mety zostawiając nas samych z decyzją, co robić dalej. Team Precel TV decyduje się biec dalej. I tak znów kolejne niekończące się podbiegi, kolejne zbiegi, kolejne punkty i kolejna dodatkowa moc na nich. W połowie trasy pojawiła się myśl: jest szansa, że to ukończymy i to może nawet z niezłą lokatą. 

Gdy zobaczyłam ostatni szczyt do zdobycia pomyślałam: "wdrapię się tam choćbym miała się wczołgać". Na szczęście wczołgania nie było, jakimś cudem udało się tam dostać na nogach. 

Ostatnie km była to już dla mnie ogromna walka ze sobą i słabościami ale już nie było odwrotu - do mety jest zdecydowanie bliżej niż do startu.

Gdy zobaczyłam ostatni punkt pojawiła się nieopisana radość na mojej twarzy. Ostatkami sił i pięknym finiszem dotarliśmy do mety. Czas 6:38h a dystans tego dnia to 34 km. 

Tam czekał na nas również piękny doping od naszych OK! Sportowców i najlepsza informacja tego weekendu: Team Precel TV zajął 3 miejsce w kat. MIX - do dziś ciężko mi powiedzieć jak my to zrobiliśmy!

Podsumowując: GEZnO to nie tylko fizycznie bardzo ciężkie zawody na orientacje. GEZnO to także świetna zabawa, pięknie krajobrazy i ciekawa rywalizacja. Ale przede wszystkim GEZnO to  dla mnie ogromna próba charakteru, walka ze sobą, swoimi słabościami, zakwasami i koszmarnym bólem podczas biegu. Przed zawodami nasz team postawił sobie jeden cel: przetrwać i ukończyć. 

Plan zrealizowany w 100% i to z całkiem niezłym wynikiem jak na debiut!


Ponadto były to najdłuższe zawody w jakich w życiu wystartowałam i chyba mój dotychczas najcięższy wysiłek fizyczny. 2 dni, 70 km w nogach i ogromna satysfakcja, która pozostanie jeszcze na długo. Dla mnie osobiście to mój ogromny sukces i jeden z kolejnych zrealizowanych celów.

 

Czy wystartuję za rok? Hm... jeszcze nie wiem, ale na pewno biorę taką opcje pod uwagę. Oczywiście jeśli zaopatrzę się w porządne buty bo te na asfalt na pewno nie były rewelacyjnym rozwiązaniem :)

sponsorzy p2

Back to Top